

W pigułce
Pomysł podróży do Szwajcarii pojawił się nagle i całkiem nieprzypadkowo. Głównym elementem tego wypadu miał być prezent urodzinowy dla mojej mamy - lot paralotnią nad alpami. Brzmi bajecznie, prawda?
Szwajcaria należy do tych krajów, w których poziom dostosowania jest wysoki. Praktycznie nic (no może poza niewielkimi windami w hotelach, do których musiałam się poskładać jak klocki Lego) nie stanowiło tam dla mnie problemu.
W Bazylei - mieście położonym u styku granic trzech państw: Szwajcarii, Niemiec i Francji, w drodze na Border Triangle, gdzie znajduje się umowna granica tych krajów, trafiłam do artystycznej dzielnicy. Bardzo unikatowym doświadczeniem było poruszać się wśród budynków, które spokojnie mogłyby robić za plan filmowy jakiejś postapokaliptystycznej historii.
Nasza wyprawa zakładała też podróż pociągiem do malowniczego górskiego miasteczka Interlaken, położonego pomiędzy jeziorami Thun i Brienz. Tam udało mi się poeksplorować trochę szlaków prowadzących do obu jezior (ścieżki, pomimo tego, że górskie, były dobrze przygotowane i utwardzone) oraz zdobyć jeden z tamtejszych szczytów - Harder Kulm - na który prowadziła (dostosowana!) kolejka wagonikowa.
Czym?
Docelowo:
samolot
Na miejscu:
pociągi
autobusy
Co i gdzie?
Bazylea:
University of Basel Botanical Garden
Border Triangle Basel
Muzeum Sztuki w Bazylei
Martkpl.
Munerpl.
Freie Str.
Markthalle
Interlaken (i okolice):
Harder Kulm
Hoheweg
Darligen
Hohematte
Kursaal Brunnen
Gelbenbrunnen
Röm.-kath. Kirche Interlaken
Bonigen
Jak?
Organizacja we własnym zakresie.




















