

W pigułce
Azja była na mojej liście już od bardzo dawna, więc wyjazdowi do Tajlandii towarzyszyła niemała ekscytacja. Po jedenastogodzinnym locie i transferze do hotelu pora sucha powitała nas… deszczem. I to nie bylejakim, daleko mu było do polskiego kapuśniaczku. Prawdziwa, tajlandzka ulewa utrzymująca się praktycznie cały tydzień. Czy pokrzyżowało nam to plany? Ani trochę! Wprawdzie musiałam się zaopatrzyć w crocksy, bo trampeczki nie przeżyłyby tego mokrego tygodnia, ale poza tym - wszystko co było planowane zostało zrealizowane! A planów (jak zwykle) było sporo.
Odwiedziliśmy sanktuarium słoni, do którego trafiają zwierzęta wykorzystywane niegdyś w turystyce. Teraz to turyści opiekują się nimi - przygotowują jedzenie, karmią, myją. Czy udało mi się zrobić to wszystko? Jeszcze jak! To niesamowite doświadczenie móc być tak blisko dzikiego zwierzęcia, nie da się tego opisać, trzeba to po prostu przeżyć.
Byliśmy też w Świątyni Tygrysa i na kilku wyspach, na które płynęliśmy łodziami motorowymi i tak - to był hardcore dla wózkowiczki. Samo transportowanie się na i z łodzi było nie lada wyczynem, ale Tajowie - co również bardzo mnie urzekło - byli zawsze uczynni i pomocni, czasem zbiegała się ich cała gromada chętna nas wesprzeć.
Drugi tydzień przegonił deszcz więc był też czas wygrzać się na słoneczku i potaplać w ciepłej wodzie. Jednym (albo kilkoma) słowem - w dwa tygodnie udało nam się doświadczyć prawdziwej Tajlandii w pigułce.
Czym?
samolot
samochód
prom
Co i gdzie?
Sala Dan
Krabi Elephant Care House
Świątynia Jaskini Tygrysa (Wat Tham Sua)
Maya Bay
Phi Phi Island
Ngai Island
Ko Libong
Ko Lanta Yai
Klong Dao Beach
Jak?
Organizacja przez biuro podróży




















